Strona główna
Kontakt
menu

Green Books - TheOneRing.net

Coolkon

Browse Happy

Tawerna - fantastyka

Valkiria.Net

Ainur Gate

Wieżowe Wzgórza - J.R.R. Tolkien

  Galeria

Rohan

Anduina

Fangorn

Zobacz więcej

 

Relacja z wycieczki, część I

Dzień pierwszy

Przybyliśmy do Auckland około godziny 18. Szef wycieczki, Vic, przewiózł nas do hotelu niedaleko centrum. Aby dojechać tam z lotniska, trzeba było przekroczyć rzekę. Po prawej stronie rozciągała się panorama największego miasta Nowej Zelandii. Auckland posiada najwyższą wieżę na południowej półkuli, ma też wspaniałą zatokę, a w niej dziesiątki kutrów, żaglówek i statków. Nie bez powodu nazywa się je "miastem żeglugi". W Auckland żyje ponad 1,3 mln ludzi. Miasto posiada 3 przystanie, otoczone jest 50 wyspami, w okolicy uformowało się 48 stożków wulkanicznych i dwa górskie pasma. Choć najbardziej imponujące, nie jest ono stolicą Nowej Zelandii. Położone na południowym krańcu Wyspy Północnej Wellington to centrum administracyjne kraju i ośrodek prac nad filmem Petera Jacksona.

Po złożeniu pakunków w hotelu udaliśmy się na kolację z przewodnikiem, jego żoną i całą ekipą wycieczki. Było kameralnie - ledwie kilkanaście osób, znaczna większość pochodząca z Ameryki (+ jedna Filipinka i Australijka). Jedzenie było wyborne, a dyskusja o "Władcy Pierścieni" i nie tylko toczyła się do godziny 21:30. Na zewnątrz wiatr o mało nie porwał nas w górę. W hotelu szarpało szybami w drzwiach i zginało ogrodowe drzewa. "Witajcie w Nowej Zelandii!" - powiedział Vic i życzył nam dobrej nocy...

Dzień drugi

Żeby wyjechać z Auckland musieliśmy wstać dość wcześnie rano. Miasto było zakorkowane. Pomimo niedawnego poszerzenia mostu prowadzącego na drugą stronę rzeki, płynność ruchu ulicznego pozostawiała wiele do życzenia. Na szczęście znaleźliśmy zieloną ścieżkę tylko dla autokarów i bardzo szybko znaleźliśmy się na trasie prowadzącej do Rotorua, miasta Maorysów. Po drodze czekać nas miały nie lada atrakcje.

Autostrada Stanowa nr 1 wiodła do Matamata, miasteczka, niedaleko którego znajduje się pewna specjalna farma. Sama miejscowość posiada kilka ozdób sugerujących bliskość osady Hobbitów. Przede wszystkim jest to wielka zielona tablica z napisem "Welcome to Hobbiton!" ("Witamy w Hobbitonie!") oraz norki niziołków z okrągłymi drzwiami, wymalowane na ścianach sklepów i kafejek. Mieszkańcy Matamata boją się jednak posądzenia o bezprawne używanie nazw własnych z powieści Tolkiena, ze względu na ostatnie problemy z "Tolkien Estate".

Farma obok Matamata należy do ojca i dwóch synów, którzy posiadają na stanie około 20 tys. owiec. Niezbyt wysokie, łagodne wzgórza, okalające dolinę z wielkim drzewem sosnowym, przypominającym potężny dąb, jeziorkiem i odchodzącą od niego niewielką rzeczką - to, po prostu, był Hobbiton. Pagórek, w którym wykopano norki Hobbitów, wygląda tak samo, jak w filmie Petera Jacksona. Odpowiadający za wycieczki po Hobbitonie faceci z "Rings Scenic Tours", firmy współpracującej m.in. z naszym biurem, zbudowali repliki kilkunastu norek Hobbitów. To tylko szkielety tego, co znajdowało się tutaj w grudniu 1999 roku, gdy rozpoczęto filmowanie scen przyjazdu Gandalfa. Norki nie są wykończone, brakuje kwiatów i dymiących kominów...

New Line Cinema rozebrało cały plan filmowy. Sceny wewnątrz domku Bilba kręcono w studiu w Wellington, trudno się więc dziwić, że za drzwiami norek kryją się tylko belki podtrzymujące ziemisty strop. Mimo to prace nad rozbudową Bagshot Row, siedmiu domków Hobbitów znajdujących się pod Bag End (wzgórzem, na którym stoi chatka Bilba Bagginsa) ruszą wkrótce pełną parą. Mają powstać dokładne repliki z filmowego planu - posadzone zostaną kwiaty, rozstawione ławeczki, pomalowane specjalne, okrągłe drzwi i framugi w oknach. Na razie Hobbiton nie tętni takim życiem, jak w filmie Petera Jacksona. Lokacja jednak robi piorunujące wrażenie. Dokładnie poznaje się miejsca, w których przejeżdżał Gandalf na swym drewnianym wozie. Wzgórze z norkami wygląda tak, jak w "Drużynie Pierścienia", poznajemy charakterystyczny komin domku Sama i Rosie, a "Party Tree" (drzewo z lampionami) wygląda tak samo, jak w filmie - jego spektakularna wielkość i rozległość wprost poraża. Drugi dąb, widziany w pierwszej części nad domkiem Bilba, poukładano w ściętych kawałkach pod norką i ogrodzono drewnianym płotem. To drzewo na potrzeby filmu dekorowano kiedyś kilkadziesięcioma tysiącami sztucznych liści. W ten sam sposób przystrajano też "Party Tree".



Konstrukcja całego planu filmowego trwała 9 miesięcy. Prace rozpoczęto w marcu 1999 roku, a armia Nowej Zelandii pomagała wykopywać i obsadzać trawą wzniesienia pod norki Hobbitów. Zasadzono całe ogrody kwiatów, które miały prawie rok na przyjęcie się w naturalnych warunkach. Oczywiście, na czas kręcenia filmu, usunięto z terenu owce należące do rodziny farmera. Plan zaopatrzono w źródło bieżącej wody, zbudowano prowizoryczny parking i rozstawiono dziesiątki namiotów dla ekipy filmowej i statystów. Aktorzy zostawali w hotelach w Matamata. Bywało, że w Hobbitonie przebywało naraz ok. 400 ludzi - wszystkich trzeba było wykarmić trzema posiłkami dziennie! Na farmie obsadzono też pole pszenicą i kapustą. Wszystko to dla trzech miesięcy filmowania i kilkudziesięciu minut filmowego materiału.

Na farmę powrócono później, by nakręcić sceny z "Powrotu Króla".



Miejsce to zamieszkane jest obecnie przez owce (wszędzie leżą też ich odchody), ale, choć farma pozostaje prywatną własnością, rodzina właściciela współpracuje z organizatorami wycieczek i pozwala opłacanym przewodnikom oprowadzać klientów różnych biur podróży i tych zgłaszających się z siedziby "Rings Scenic Tours" w Matamata. Codziennie przyjeżdża tam przynajmniej osiem większych lub mniejszych grup zwiedzających.

Niedaleko Hobbitonu powstała prowizoryczna kafejka sponsorowana przez organizatorów wycieczek po lokacji. Można tam było zaopatrzyć się w pamiątki i obejrzeć dokument o planie filmowym. Po zakupach pożegnaliśmy się z przewodnikiem, który przez półtorej godziny opowiadał nam o procesie filmowania w Shire, i ruszyliśmy w dalszą drogę do Rotorua.



Rotorua to duże miasto (70 tys. mieszkańców) położone na powulkanicznym płaskowyżu otoczonym sporą ilością czynnych gejzerów i gorących źródeł. Wszędzie unosi się nieprzyjemny zapach siarki, kojarzący się ze zgniłym jajkiem. Ale Rotorua i tak jest pięknym miejscem.

Whakarewarewa, Waimangu, Waiotapu i Hell´s Gate to cztery otwarte dla turystów parki, w których można skorzystać z dobrodziejstw gorących mineralnych źródeł i obejrzeć wytryski gejzerów. W Nowej Zelandii 15% populacji to rdzenni mieszkańcy obu wysp, czyli Maorysi. Rotorua to centrum kulturowe tej nacji i główny ośrodek turystyczny z nią związany. Znajdują się tutaj wioski, w których codziennie turyści mogą obejrzeć tańce i muzyczne występy dzisiejszych plemion. Mając za sobą lata tradycji, dziesiątki ciekawych instrumentów i narzędzi oraz własny, niepowtarzalny folklor, Maorysi są prawdziwą atrakcją dla spragnionych wiedzy i dobrej zabawy turystów. Na miejscu znajdują się sklepy z pamiątkami i bufety. Taka wyprawa do niecywilizowanej wioski trwa zwykle przynajmniej kilka godzin, a wrażenia są niezapomniane.





Dzień trzeci

Rotoruę opuściliśmy wcześnie rano, by udać się do Parku Narodowego Tongariro i w górę, na Mt. Ruapehu, jeden z trzech uśpionych wulkanów w tym rejonie, położony na południowy-zachód od olbrzymiego jeziora Taupo. W parku Tongariro znajdują się trzy wulkany - Ruapehu, Ngauruhoe i właśnie Tongariro.



Po drodze do schroniska, przy którym kręcono sceny w Emyn Muil, oglądaliśmy niesamowity hotel "Grand Chateau", zbudowany w roku 1920, na środku niezwykłego pustkowia. Na stokach Ruapehu, pośród czarnych skał, mgły i deszczu zatrzymaliśmy się niedaleko wyciągów narciarskich Whakapapa. Na jednym ze stoków, naprzeciwko tzw. "Pinnacle Ridge" (górskiej grani niedaleko schroniska) filmowano sceny walki wojsk Ostatniego Przymierza Elfów i Ludzi z armiami Saurona. Dbając o unikatową roślinność parku filmowcy rozłożyli specjalne maty, by nie zadeptano żadnych bezcennych okazów. Kilka metrów w górę od schroniska położonego jakąś godzinę jazdy od hotelu "Grand Chateau", znajduje się kilka lokacji.

Jedna z nich to miejsce, gdzie pierwszy raz widzimy Froda i Sama w "Dwóch Wieżach" (po tym, jak Frodo budzi się ze snu). Kilka metrów w prawo od tamtego punktu jest skalna ściana, z której schodził cyfrowy Gollum, by skraść Pierścień Frodowi w "Dwóch Wieżach". Dalej na prawo można rozpoznać miejsce, gdzie Frodo i Sam posilali się lembasami.



Na stokach Ruapehu (2797 m. wysokości) filmowano sceny, w których Frodo i Sam przedzierają się przez Emyn Muil. Prawdopodobnie były to lokacje oddalone o najwyżej kilkanaście metrów od tych wspomnianych wyżej. Resztę scen wędrówki Hobbitów nagrano w studio.

Ruapehu posłużyła również do sfilmowania scen na Górze Przeznaczenia, gdy Frodo i Sam byli coraz bliżsi ukończenia swojej misji. Po drugiej stronie stoku znajduje się dolina, którą wykorzystano jako krajobraz dla otoczenia Czarnych Bram Mordoru. Lokacja ta jednak jest bardzo trudna do rozpoznania - w filmie dodano sporo sztucznych elementów scenerii.

Na górze pogoda okazała się nie do wytrzymania. Mgła stworzyła wspaniałą, tajemniczą atmosferę, ale deszcz i wiatr utrudniały filmowanie i zwiedzanie lokacji. Chociaż szliśmy w górę ledwie kilka minut, po powrocie do schroniska wszyscy byli zmoczeni i zziębnięci. Vic postanowił, że to będzie koniec atrakcji na dzisiaj. Opuściliśmy czarne stoki Ruapehu i park Tongariro, by udać się do małej miejscowości Ohakune, w której zatrzymywały się gwiazdy ekipy Jacksona. Recepcjonistka w hotelu "Powderhorn" nie mogła uwierzyć, że byliśmy na Ruapehu w tak paskudny dzień. Niektórym członkom drużyny dostały się w nagrodę pokoje gwiazd - Seana Astina (Sama Gamgee) i Orlando Blooma (Legolasa). Można było też odwiedzić pokój Sir Iana Mckellena (filmowego Gandalfa) i Elijaha Wooda (Froda), czy samego Petera Jacksona - wszystkie trzy ze specjalnymi luksusami. W hotelową księgę wpisali się też inni członkowie ekipy, tacy jak Richard Taylor, czy Andrew Lesnie. We wspaniałej hotelowej restauracyjce oglądaliśmy koszulkę podpisaną przez gwiazdy i zdjęcia, które zostawili w recepcji. Poszliśmy później szybko spać, wiedząc, że następnego dnia czeka nas dalsza część przygody, być może równie wyczerpująca i pełna wrażeń.



Dzień czwarty

Ohakune to miejsce, gdzie notuje się corocznie najwyższy współczynnik produkcji marchewek w całej Nowej Zelandii. Miasteczko jest niewielkie, ale bardzo przyjemne w zwiedzaniu. Opuściliśmy je rankiem, by udać się w górę stoków narciarskich Turoa, mijając atrakcyjne dla turystów punkty widokowe. Na wysokości wodospadów Mangawhero znajduje się lokacja, w której Smeagol rzucał się w bezskuteczną pogoń za rybą. Andy Serkis, aktor podkładający ruchy pod cyfrowego stwora, musiał kilka razy wskoczyć do lodowatej wody. Strumień kończy się wodospadem. Pod spodem znajduje się miejsce zbliżone wyglądem do wodospadu i jeziorka Henneth Annun, w którym Gollum również łapał ryby. Po drugiej stronie strumienia, jakieś 50 metrów w górę, znajduje się lokacja, w której umieszczono sztuczne numenorejskie ruiny. Tam Frodo i Sam sprzeczali się o los Golluma. W trakcie kręcenia tych scen niedaleko odbywały się ćwiczenia wojskowe, o których nie wiedział żaden z filmowców. Potężny grzmot wystrzału nie przerwał jednak dialogu obu Hobbitów...

Lokację trzeba było oczyścić z zalegającego tam śniegu - wykorzystano do tego sprzęt lokalnej jednostki straży pożarnej. Ithilien to przecież ciepła i rozświetlona jasnym słońcem kraina. W trakcie naszego pobytu pogoda również nie dopisywała - padał deszcz i wiał zimny wiatr.

Pośród drzew otaczających wodospad Golluma, czułem się, mimo to, jak Strażnik poszukujący śladów wroga w ostatnim przyczółku dobra na zachód od Mordoru.



Po zwiedzeniu części Ithilien przyszedł czas na podróż do Wellington. Po drodze zahaczyliśmy o rzekę Rangaitikei, niedaleko miejscowości Taihape, gdzie mieliśmy lunch. Nad rzeką zamontowano mostek do skoków na bungee. W tamtym momencie można było skorzystać z urządzenia o nazwie "Flying Fox" ("latający lis") - czyli kilka razy zjechać po zawieszonej nad przepaścią linie. Nasz kierowca, pomimo zaawansowanego wieku, nie mógł powstrzymać się przed skorzystaniem z tej atrakcji.

Z mostu można było rozpoznać miejsce, w którym Drużyna Pierścienia przepływała białymi łodziami przez spienione nurty rzeki Anduiny. Do sfilmowania Wielkiej Rzeki wykorzystano kilka różnych lokacji. Bardzo łatwo jednak skojarzyć można wysokie, brązowe klify Rangaitikei.

Kiedy wszyscy polatali już sobie na "lisie", ruszyliśmy w kierunku stolicy Nowej Zelandii i południowego wybrzeża.



Nowa Zelandia, w trakcie naszego pobytu, przeżywała największą od kilkudziesięciu lat powódź. Ucierpiała zasadniczo tylko Północna Wyspa, ale i tak straty liczono w milionach dolarów. Oznaki tej powodzi ujrzeliśmy w drodze do Wellington. Zalane pola i otoczone brązowymi falami wysepki z domkami, pozrywane druty telegraficzne i powalone drzewa. Na szczęście w najmniejszy sposób nie przeszkodziło nam to w naszej wycieczce. Aż dziw, że nigdzie na drogę nie wysypały się głazy, albo walące się drzewo nie kazało obierać nowej trasy...



Popołudniu byliśmy w Wellington, stolicy Nowej Zelandii i centrum prac nad filmem Petera Jacksona. Tutaj wszystko się zaczęło i w tutejszych studiach filmowych wszystko miało swój koniec. W Wellington odbywała się niemal cała postprodukcja, a lokacje niedaleko miasta posłużyły do sfilmowania jednych z najbardziej pamiętnych momentów ekranizacji powieści Tolkiena.



Mijając wielką przystań po lewej stronie, powoli wjechaliśmy do centrum miasta. Przed nami pojawił się nowoczesny budynek Muzeum Nowej Zelandii - "Te Papa Tongarewa". Po drugiej stronie ulicy zobaczyliśmy "Film Centre" - wspaniałe muzeum filmu i animacji. Jadąc dalej, minęliśmy "Embassy Theatre", największe i najbardziej imponujące kino, jakie widziałem w życiu. W tym niedawno wyremontowanym budynku zorganizowano australijskie premiery "Drużyny Pierścienia" i "Dwóch Wież" oraz światową premierę "Powrotu Króla", 1 grudnia 2003 roku. Ulicami miasta przechodziła wówczas magiczna parada składająca się z mieszkańców śródziemia, maoryskich wojowników i... aktorów oraz filmowców, z Peterem Jacksonem na czele. Nasze biuro na czas premiery miało około 200 osób na kilka autokarów, a na samą paradę sprzedało prawie 800 wejściówek. To było niesamowite przeżycie dla każdego, kto przebywał wówczas w stolicy.

Na szczycie "Embassy", na pamiątkę prestiżowej premiery, siedzi potężny skrzydlaty potwór, a na jego grzbiecie Wódz Nazguli, Król-Czarnoksiężnik z Angmaru. Kolejny Nazgul zaczepiony jest na szczycie drugiego największego kina w Wellington - aby tam dotrzeć, wystarczy pójść główną ulicą, gdzie maszerowała premierowa parada. Z okien naszego hotelu w czasie premiery można było dokładnie widzieć przejeżdżających pod spodem aktorów i członków ekipy Jacksona. Vic opowiadał anegdotki o tym, jak głośno krzyczeli członkowie wycieczki, aby któraś z gwiazd zwróciła na nich uwagę. Bernard Hill (Theoden) zrobił nawet zdjęcie osobie fotografującej go z okna (w związku z tym na zdjęciu fana widać twarz Hilla zasłoniętą aparatem...).



Resztę dnia spędziliśmy na zwiedzaniu centrum miasta. W "Dymocks Booksellers" sprzedawano fantastyczne figurki "Sideshow/Weta", na podstawie filmowych wizerunków postaci. Znajdował się tam również największy w Nowej Zelandii zbiór książek Tolkiena - robienie zakupów zabrało nam więc ze dwie godziny. Następnego dnia mieliśmy zwiedzać nie tylko Wellington i znajdujące się w nim filmowe studia, ale również lokacje położone wokół miasta. Na wieczór Vic zaplanował też obejrzenie "Powrotu Króla" w "Embassy Theatre".



Dzień piąty

Nadszedł czas na objazd Wellingtonu i okolic. Na początek udaliśmy się na obrzeża miasta, by wspiąć się na górę Mt Victoria i obejrzeć tamtejszy park. To tutaj kręcono pierwszą scenę dla filmu (ale nie pierwszą w filmie!), czyli spotkanie czterech Hobbitów z Czarnym Jeźdźcem. Najpierw Merry, Pippin, Frodo i Sam sturlali się ze wzgórza, nad którym znajdowała się farma Maggota (ta lokacja to Matamata!). Później, kiedy trzej przyjaciele Froda zbierali grzyby, Hobbit usłyszał na drodze pisk Upiora. Schowawszy się za konarem wielkiego drzewa pod drogą, niziołki przeczekały niebezpieczeństwo. Konar był sztuczny i zdjęto go cztery lata temu, ale drzewo i ścieżka wyglądają tak samo.



Pojechaliśmy na drugą stronę miasta, by, na obrzeżach Wellingtonu odnaleźć studia filmowe "3 Foot 6", "Weta Workshop" i "Weta Digital". W mieście znajduje się również siedziba "Wingnut Films" - małej firmy Petera Jacksona. "3 Foot 6" to olbrzymia hala, w której kręcono sceny z użyciem efektów "motion capture" (łapania poruszającego się aktora na ekrany komputera w swoistej "żywe animacji"). Znajdują się tam pomieszczenia na studyjne plany filmowe, wielkie hale z niebieskimi i zielonymi ekranami ("blue & green screen") do kręcenia aktorów, którzy mają zostać wklejeni w sfilmowane wcześniej otoczenie. Na zewnątrz widzieliśmy wielki model statku i niebieską tablicę. Nie mieliśmy jednak pozwolenia na wchodzenie do środka - pracownicy studio mają pełne ręce roboty i nie mogą tracić czasu na oprowadzanie wycieczek.



Położone kilka przecznic dalej studio "Weta Worskhop" (firma Richarda Taylora odpowiedzialna za filmowe kostiumy, charakteryzację, wszystkie rekwizyty i makiety) i skryte za nim "Weta Digital" (zajmujące się komputerowymi efektami specjalnymi) to, po prostu, obskurne magazyny i niepozorny biały budynek. Jedynym elementem zdradzającym, że w środku musi roić się od niesamowitości związanych z "Władcą Pierścieni", jest wielki manekin Uruka Lurtza, szczerzący się zza szyby. Obecnie ludzie z "Wety" zajęci są preprodukcją "King-Konga", nowego projektu Jacksona.

W drodze do ulubionej kawiarni gwiazd minęliśmy dawny dom Petera Jacksona, położony przy samym wybrzeżu. W oknie ktoś zauważył sporej wielkości figurkę King-Konga. Zaraz obok stał dom kompletnie zrujnowany przez ostatnią powódź...

Po zjedzeniu lunchu w "Chocolate Fish Cafe", położonej nad brzegiem oceanu i słynącej z czekoladowych rybek, udaliśmy się poza miasto, by obejrzeć kolejne plany filmowe. Droga wiodła do przepięknego rejonu Wairarapa, położonego na północ od Wellington, słynącego ze wspaniałych winnic i spektakularnych krajobrazów.



W drodze do parku Featherston minęliśmy skręt do Kaitoke, gdzie zbudowano plan filmowy Rivendell. Teraz pozostały tam tylko drzewa...

W Featherston znaleźliśmy ścieżkę wiodącą do rezydencji Fernside, jednego z najbardziej znanych zabytkowych domów w Nowej Zelandii, zbudowanego w 1924 roku. Właściciel tej angielskiej posiadłości zezwolił filmowcom na kręcenie scen w należącym do niego małym parku. W domu można zatrzymać się na dłuższy pobyt (szczegóły na www.fernside.co.nz).

Nad parkowym jeziorkiem nakręcono sceny z Drużyną Pierścienia opuszczającą Lothlorien, krainę Celeborna i Galadrieli. W plan filmowy wstawiono wielkie sztuczne drzewo Mallornu (zbudowane tylko do połowy, z ogromnymi, siedmiometrowymi korzeniami rozłożonymi w wodzie), na jeziorze dryfowały przepiękne elfie łódki z białego drewna, a biały mostek ozdobiono elfimi dekoracjami. Patrząc od drugiej strony jeziorka można poznać scenerię z pierwszej sceny "Powrotu Króla", w której Smeagol i Deagol łowią ryby w rzece. Widać dokładnie, gdzie Deagol wyszedł z wody, i gdzie został uduszony przez Smeagola. Właściciel opowiadał kilka anegdotek z procesu kręcenia. Podczas filmowania Lothlorien przez jeden dzień padał deszcz. Wszystkie ekipy były w pełnej gotowości przez kilka godzin, w milczeniu czekając, aż poprawi się pogoda.

Nasz oprowadzacz uczestniczył w wellingtońskiej premierze trzeciej części ekranizacji Jacksona. Opowiadał, jak, nie mając żadnej kartki na autograf, zaproponował, ku zgrozie ochroniarzy, by Orlando Bloom (Legolas) podpisał się markerem na jego sztucznym mieczu z blachy...





W drodze powrotnej do Wellington, oprócz krótkiego widoku na rzekę Hutt, wykorzystaną jako Anduina, mieliśmy okazję wstąpić do parku Harcourt, gdzie kręcono sceny przybycia Gandalfa do Isengardu. Na miejscu widać pozostałości po wykopanej przez filmowców drodze.



Kilkanaście metrów dalej znajduje się miejsce, gdzie przetransportowano dwa wyrwane drzewa, które włożono do wykopanych specjalnie dziur i zwalono na potrzeby filmu do sceny, w której Orkowie plądrują ogrody Isengardu i przemieniają je w nowe, paskudne siedlisko. Nakręcona z różnych kątów sekwencja okazała się lepsza, niż planowano. W deszczu widać sprężyste korzenie wyrywające płaty mokrej ziemi.

Na soczystej trawie parku nie ma nawet śladu po tych wydarzeniach.

Wspinając się na lekkie wzniesienie po prawej stronie, dochodzimy do miejsca, w którym sfilmowano Gandalfa i Sarumana rozmawiających o Pierścieniu. W filmie tło lokacji stanowi olbrzymia wieża Orthank. Pomimo braku siedziby Sarumana, wszystko wygląda dokładnie tak samo, jak w "Drużynie Pierścienia".



Ostatnią lokacją po drodze do Wellington był kamieniołom, w którym zbudowano dwa spektakularne plany filmowe - Helmowy Jar znany z "Dwóch Wież" i Minas Tirith z "Powrotu Króla". Kamieniołom jest czynny - wszystkie elementy planu zdjęto zaraz po sfilmowaniu. Helmowy Jar składał się z dwóch części - wielkiego Muru Zewnętrznego i położonej na prawo, patrząc od strony drogi, wieży i kasztela Rogatego Grodu oraz drewnianej bramy i wąskiego podjazdu. Plan filmowy wzniesiono głównie z utwardzanego styropianu i kamienia. Minas Tirith powstało jako pierwszy poziom miasta, na którym kręcono sceny przybycia Gandalfa, a później powrotu i odjazdu Faramira. Reszta, czyli głównie poziom ostatni z ogromną cytadelą i mniejsze plany dla Gandalfa i Pippina, powstały nieco wyżej - bardzo sprytnie wpleciono je w pozostałą część miasta, będącą na ekranie wielką makietą.



Wróciliśmy do Wellington, mając tylko godzinę na przygotowanie się do kolejnego wyjścia. O 17 rozpoczynał się bowiem seans "Władcy Pierścieni: Powrotu Króla" w premierowym kinie "Embassy". Po filmie cała nasza drużyna siedziała w osłupieniu przez kilkanaście minut, wpatrując się w migające przed oczyma napisy końcowe. Choć większość z nas oglądała trzecią część ekranizacji Jacksona po kilka razy, wrażenie wciąż było piorunujące i pozostawiające silne emocje długo po seansie. Oczywiście, wszyscy płakali...



 
 
Strona główna  |  Kontakt  |  Projekt i wykonanie serwisu: kazek